Moja siostra – Otyłość

Przed operacją byłam gruba. Nie podlega to żadnej wątpliwości.  Nie byłam puszysta, nie dobrze zbudowana, nie miałam grubych kości, po prostu byłam gruba! Moja otyłość w domu zawsze była tematem tabu, tematem, na który źle reagowałam. Złościłam się, obrażałam, a tak naprawdę nie chciałam przyjąć do wiadomości, że mam problem i sobie z nim nie radzę. Przekonywałam siebie, że przecież nie jest tak źle. Przecież są grubsi i też funkcjonują, a ja schudnę i nie ma z czego robić dramatu. Ale dramat był i tak do końca zrozumiałam to dopiero po operacji, kiedy schudłam i kiedy zaczęłam przymierzać ubrania sprzed operacji. Zrozumiałam to, kiedy patrząc na zdjęcie nie wierzyłam, że mogłam tak wyglądać.

Najgorsze chwile w moim życiu sprzed operacji były kiedy zmieniały się pory roku. Nienawidziłam jak robiło się ciepło, nigdy nie miałam co na siebie założyć.  Tu coś wystaje, tu coś wychodzi, to jest za małe, a to zbyt obcisłe i wyglądałam jak szynka przygotowana do wędzenia.

Unikałam sytuacji,  gdzie trzeba było wykazać się jakimkolwiek wysiłkiem fizycznym. Wchodzenie po schodach było katorgą. Cała byłam spocona, nie umiałam złapać oddechu, a wejście wyżej niż pierwsze piętro wymagało przystanku i odpoczynku co kilka schodów. Makijaż płynął a ja miałam ochotę się schować. Zwykłe zawiązanie butów było kłopotliwe. O wypadzie nad wodę mogłam pomarzyć. W wakacje nigdy się nie opalałam, bo przecież ludzie na mój widok uciekliby z krzykiem.  Zakupy to koszmar. Kupić coś w dużym rozmiarze i żeby to jeszcze nie wyglądało jak worek z kartofli to był dopiero wyczyn, nie mówiąc już o przymierzalniach i tych ogromnych lustrach, które wpędzały mnie w nie lada zakłopotanie i wstyd.  W pewnym momencie życia zaczęłam kupować na oko, bo tak było łatwiej, mniej krępująco.  Teraz, gdy patrzę wstecz wydaje mi się, że wiele rzeczy robiłam w życiu, bo tak było wygodniej ze względu na wagę.

Tak naprawdę waga ma ogromne znaczenie w każdym aspekcie życia, bo my grubasy mamy swoje kompleksy, które sprawiają, że zachowujemy się czasem nawet dziwacznie w niektórych sytuacjach. Proste wyjście na siłownię sprawiało, że paraliżował mnie strach, głupi spacer sprawiał, że wyglądałam jakbym przebiegła maraton, wyjście ze znajomymi na imprezę to coś strasznego przecież wszyscy się patrzą i mnie oceniają! Nawet sytuacje intymne odbywały się tylko przy zgaszonym świetle. I tak żyłam sobie ze swoją siostrą rodzoną – otyłością przez wiele lat. Gdzieś tam po cichu, nie wchodząc nikomu w drogę, nie korzystając w pełni z życia, wegetowałam sobie i czekałam na lepsze jutro.

Aż w końcu – stało się

Tak naprawdę, nigdy nie myślałam o tym, a nawet nie byłam zbyt świadoma, że istnieje taki coś takiego, jak chirurgia bariatryczna. Chirurg bariatra to lekarz, który przy pomocy skalpela uwalnia ludzi od nadwagi. Pewnie teraz powiecie ,,no ale istnieją diety, ćwiczenia, można przejść na zdrowy tryb życia, a może dietetyk? A nie od razu na stół!”.

Tak,  zgadzam się, to wszystko jest dostępne, ustawione, żeby pacjent czuł się komfortowo. Dieta ułożona pod preferencje żywieniowe, trenerzy personalni czekający tylko na twój ruch, dietetycy, którzy mają gotowe odpowiedzi na wszystkie pytania i wątpliwości. Tylko jeśli kiedykolwiek zmagałaś/eś się z otyłością to wiesz, że teoria czasem nijak się ma do praktyki. Jeśli masz 30 lub 40 kg nadwagi,  a nawet więcej, to wiesz jak ciężko przestawić swoje życie na właściwy tor, jak bardzo masz słomiany zapał, jak szybko złamiesz się i sięgasz po swoje ulubione przekąski. Tak też było ze mną, dieta to właściwie moje drugie imię. Tylko Bóg jeden wie, ile czasu spędziłam na szukaniu odpowiedniej diety, cudownego leku, na czytaniu dobrych rad i o różnych czasem nawet przerażających sposobach na odchudzenie. Dieta 1000 kcal, Dukana, OXY, Kopenhaska, 2 na 5, dieta kapuściana, tak wszytko już było….   Wizyta u dietetyka też była, najpierw w jednej ze znanych firm, która może i skuteczna, ale do tanich nie należała. Odpuściłam kiedy przyszło do płacenia za ultra genialne chrupki do jogurtu za jedyne 150 zł, które wystarczały na dwa tygodnie. Do tego ziołowe specyfiki, które tańsze nie były. Potem dietetyk który ułożył dietę spersonalizowaną specjalnie dla mnie.  Niestety przygotowanie pięciu posiłków na dzień następny zajmował mi ok 2 – 3 godzin dziennie. Wiem, co to jest dwie godziny? Jednak nie wszyscy wracamy do domu po pracy leżymy i pachniemy. Ja spędzam ok. 10 godzin dziennie w pracy (z dojazdami), opiekuje się chorym rodzicem, i muszę ogarnąć dwa mieszkania oraz dwa psiaki. Te dwie godziny dziennie dla mnie to dużo. Wytrzymałam miesiąc. Nie powiem schudłam 6 kg, do czasu, aż nie usiadłam i zaczęłam znów jeść, moje zachwycenie i entuzjazm dietą prysł jak bańka mydlana. Nie umiałam znów żyć na diecie. Odpuściłam po raz kolejny. Znów było łatwiej i szybciej wrócić do zwykłego jedzenia. Aż nadszedł dzień w którym trafiłam do lekarza rodzinnego z ciśnieniem 170/140, z okropnymi wynikami cholesterolu. Nie wspominając o wyniku cukru we krwi. Od razu dostałam leki na wszystko co możliwe. Usłyszałam wtedy, że jak czegoś nie zrobię to dobrze nie będzie, że to równia pochyła. Wtedy przyszedł czas na podjęcie decyzji –  idziemy na całość. Idziemy do lekarza specjalisty. Bariatra oczywiście zakwalifikował mnie do zabiegu. No i lecimy – dieta płynna wymagana przed zabiegiem, wykonanie badań, kwalifikacja przez anestezjologa, rozmowa z lekarzem prowadzącym, psychodietetykiem i operacja.

Po operacji

Sama operacja, jak to operacja. Różnie ludzie się czują, różnie przechodzą efekty uboczne. U mnie akurat obyło się bez komplikacji. Cały czas chciałam spać. W drugą dobę po zabiegu mogłam wyjść do domu, trochę obolała, ale szczęśliwa. W domu trzy tygodnie na wolnym 🙂

Jedyna niedogodność była taka, że byłam słaba. Po operacji się nie je,  tylko pije specjalne odżywki wysokobiałkowe i wodę. Dopiero w piątej dobie można zjeść jogurt naturalny. Pamiętam, że najbardziej byłam zaskoczona tym, że przez pięć dni żyłam tylko dzięki wodzie oraz odżywce i  ani razu nie byłam głodna! Ktoś siedział obok mnie i jadł, a ja nic – nawet nie popatrzyłam na jedzenie. Kiedy w piątym dniu zaczęłam jeść jogurt to skończyłam go kolejnego dnia, a po dwóch tygodniach, kiedy napiłam się soku pomidorowego to było jakbym robiła to pierwszy raz w życiu. Waga leciała w dół z każdym dniem. To było niesamowite a wręcz niemożliwe. Jedzenie nie było już w centrum mojego życia, moja rodzona siostra otyłość została odcięta…

Naprawdę, aby ocenić cały okres po operacyjny potrzebujemy dwóch lat. Dwa lata to okres, w którym wszystko w naszym organizmie się stabilizuje, przyzwyczaja do nowej sytuacji. Organizm uczy się na nowo żyć bez tej ogromnej ilości jedzenia. Patrząc na swój okres po operacji skłamałabym, gdybym powiedziała że było kiepsko, niedobrze, źle. Wręcz przeciwnie! Uczyłam się na nowo jeść. Ilości, które mogłam spożyć były bardzo niewielkie, smaki nowe, wszystko jakby z innego świata i co najważniejsze nie byłam głodna. Oczywiście jak przesadziłam z ilością pokarmu to nie obyło się bez „zwrotu”. Po operacji mój organizm przestał tolerować niektóre pokarmy, takie jak masło, jajka, pieczywo. Cokolwiek, co zawierało tłuszcze, nie było przyswajalne przeze mnie. Nigdy w życiu nie lubiłam sałatek, warzyw czy różnych zdrowych produktów. Po operacji nie mogłam żyć bez takiego jedzenia i to nie dlatego że musiałam, mi to naprawdę smakowało!

Pamiętam, jak podczas każdej kontroli u lekarza dopytywałam kiedy mogę zacząć ćwiczyć, pójść na siłownię. Byłam podekscytowana i szczęśliwa z tego co już osiągnęłam. Po sześciu tygodniach kiedy w końcu lekarz pozwolił zacząć ćwiczyć byłam lżejsza o prawie 20 kg i nie miałam oporów, aby iść i ćwiczyć, pokazać się ludziom. Układałam życie od nowa, ćwiczyłam, jadłam niewielkie ilości produktów dozwolonych, uczyłam swój organizm radzenia sobie, z niektórymi rzeczami takimi jak stres. Wcześniej było jedzenie, gdy byłam smutna jadłam, gdy szczęśliwa jadłam, gdy zła jadłam, gdy się nudziłam zgadnijcie…. Pewnie, że jadłam!

Muszę się jednak przyznać, że w pewnym momencie zaczęło mi brakować jedzenia, czułam pustkę. Te wszystkie pyszne rzeczy, których teraz mi nie wolno, były wcześniej dla mnie jak alkohol dla alkoholika, jak papierosy dla palacza. Jedzenie było moim narkotykiem, bez którego nie mogłam żyć. A tu nagle wszystko mi zabrano, tak z dnia na dzień. Po euforii zrzucenia wagi, po odstawieniu wszystkich leków na nadciśnienie, cholesterol itp. nie miałam wyznaczonego celu, byłam zła na siebie, ciągle czegoś nie mogłam zjeść, nie miałam czym zastąpić mojego narkotyku, nie miałam się czym pocieszyć. Sądzę że popadałam nawet w depresję. Jednak zaczęłam o tym mówić z osobami, które potrafiły mi mądrzę wytłumaczyć i poukładać pewne rzeczy. Kiedy mamy poukładane myśli w głowie jest nam łatwiej, więcej rozumiemy, jesteśmy bardziej świadomi. Cały proces odchudzania to nie tylko położenie się na stół i zrzucenie kilogramów to przede wszystkim mądre podejście do sprawy.

Każdy, kto decyduje się na operację robi to nie dlatego, że idzie na łatwiznę. To wcale nie jest łatwe zdecydować się na dużym zabieg chirurgiczny, który niesie za sobą spore ryzyko powikłań, który jak każdy zabieg może się również skończyć źle. Wybór drogi chirurgicznego leczenia otyłości to bezsilność, wołanie o pomoc. Otyłość nas zabija, przysparza nam sporo chorób dodatkowych,  nie mówiąc już o efektach estetycznych i psychicznych. Operacja to jest decyzja na całe życie, to zmiana o 180 stopni, to nakaz przejścia na zdrowy tryb życia, wizyty u lekarza, badania, to ciągła kontrola tego co się je i ile. Wiele osób popada w obsesję liczenia kalorii, z jednej skrajności w drugą. Dlatego rozmowy z psychodietetykiem są potrzebne. Decydując się na taką operację musimy wiedzieć jedno, że nawet po operacji możemy przytyć, operacja to 80 % sukcesu, a 20 % to nasza zdolność poradzenia sobie po operacji. Jeśli nie zmienimy trybu życia to wrócimy do tego co było. Żołądek to worek mięśniowy i czy to po operacji opaski żołądkowej, czy po resekcji, czy po innym zabiegu bariatrycznym, możemy go rozciągnąć znów, i znów, i znów.  Jesteśmy grubasami do końca życia, nawet jak schudniemy. Jesteśmy jak niepijący alkoholik, który do końca życia musi się kontrolować.  Niestety otyłość to choroba, która, zaczyna się i kończy w naszej głowie.

Czy było warto….

Z mojego punktu widzenia było warto. Schudłam, dobrze się czuję, nie przyjmuję żadnych leków, wyniki są bardzo dobre, mam więcej energii i chęci do wszystkiego, odkrywam życie od nowa, chodzę na spacery, wychodzę ze znajomymi, Robię wszystko to co kiedyś mnie krępowało, przyprawiało o gęsią skórkę i wpędzało w kompleksy, staram się odżywiać zdrowo i rozsądnie, chociaż czasem zdarza mi się zgrzeszyć J Dużo rozmawiam z innymi na temat otyłości, operacji i  życia po. Ciągle się czegoś nowego uczę. Jestem już dwa lata po operacji i bywa różnie. Czasem idę na łatwiznę, ale natychmiast przywołuję się do porządku. Nie chcę wrócić do tego co było. Wyznaczam sobie nowe cele, ciągle się motywuje do działania, walczę o swoje normalne życie. Zachęcam do walki 🙂